RSS
czwartek, 23 wrze郾ia 2010
Anna Achmatowa - Jak bia造 kamie

Jak bia造 kamie w g喚bi studni ciemnej, Tak we mnie jedno czai si wspomnienie. Nie walcz z nim i walczy by daremno, Bo w nim i rado嗆 moja, i cierpienie. I chyba ka盥y, kto mi spojrzy w oczy, Wyczyta musi je z ich smutnej tre軼i. I g喚bszym smutkiem twarz mu si zamroczy, Ni gdyby s逝cha samej opowie軼i. W przedmioty ludzi niegdy przemieniano Ze 鈍iadomo軼i im pozostawion, By smutki cudze wieczn by造 ran. Tak w me wspomnienie ciebie przemieniono.

Anna Achmatowa - I nawet nikt nie wyszed

...I nawet nikt nie wyszed Z latarni mi naprzeciw. I wesz豉m w domu cisz, Gdy blady ksi篹yc 鈍ieci. Pod zielonym kloszem, Z u鄉iechem wymuszonym Rzek mi: Kopciuszku, prosz, Czemu masz g這s zmieniony? W kominie ga郾ie p這mie, 安ierszcz 獞ierka sm皻ne trele. Kto na pami徠k po mnie Wzi掖 bia造 pantofelek. I trzy go寮ziki poda, W bok odwracaj帷 oczy. O, mi貫 mi dowody, Gdzie schowam was tej nocy? A sercu trudno wierzy: Nie minie czasu wiele - On wszystkim zacznie mierzy M鎩 bia造 pantofelek.

Anna Achmatowa - Autonomia

pami璚i Haliny Po鈍iatowskiej W niebezpiecze雟twie strzykwa dzieli si na dwoje: jedn siebie oddaje na po瘸arcie 鈍iatu, drug sob ucieka. Rozpada si gwa速ownie na zgub i ratunek, na grzywn i nagrod, na co by這 i b璠zie. W po這wie cia豉 strzykwy roztwiera si przepa嗆 o dw鏂h natychmiast obcych sobie brzegach. Na jednym brzegu 鄉ier, na drugim 篡cie. Tu rozpacz, tam otucha. Je郵i istnieje waga, szale si nie chwiej. Je郵i jest sprawiedliwo嗆, oto ona: Umrze ile konieczne, ne przebrawszy miary. Odrosn望 ile trzeba z ocalonej reszty. Potrafimy si dzieli, och prawda, my tak瞠. Ale tylko na cia這 i urwany szept. Na cia這 i poezj. Po jednej stronie gard這, 鄉iech po drugiej lekki, szybko milkn帷y. Tu ci篹kie serce, tam non omnis moriar. trzy tylko s堯wka jak trzy pi鏎ka wzlotu. Przepa嗆 nas nie przecina. Przepa嗆 nas otacza.

Anna Achmatowa - Allegro ma non troppo

Jeste pi瘯ne - m闚i 篡ciu - bujniej ju nie mo積a by這, bardziej 瘸bio i s這wiczo, bardziej mr闚czo i nasiennie. Staram si mu przypodoba, przypochlebi, patrze w oczy. ZAwsze pierwsza mu si k豉niam z pokornym wyrazem twarzy. Zabiegam mu drog z lewej, zabiegam mu drog z prawej, i unosz si w zachwycie, i upadam od podziwu. Jaki polny jest ten konik, jaka le郾a ta jagoda - nigdy bym nie uwierzy豉, gdybym si nie urodzi豉! Nie znajduj - m闚i z篡ciu - z czym mog豉bym ci por闚na. Nikt nie zrobi drugiej szyszki ani lepszej ani gorszej. Chwal hojno嗆, pomys這wo嗆, zamaszysto嗆 i dok豉dno嗆, i co jeszcze - i co dalej - czarodziejstwo, czarnoksi瘰stwo. Byle tylko nie urazi, nie rozgniewa, nie rozp皻a. Od dobrych stu tysi帷leci nadskakuj u鄉iechni皻a. Szarpi 篡cie za brzeg listka: przystan窸o? dos造sza這? Czy na chwil, cho raz jeden, dok康 idzie - zapomnia這?

Anna Achmatowa - Ach nie strasz mnie

Ach, nie strasz mnie dol przekl皻 I nudnym, p馧mrocznym wygnaniem, To pierwsze dzi jest nasze 鈍i皻o, To 鈍i皻o, co zwie si rozstaniem. To nic, 瞠 nam brzask nie za鈍ieci I 瞠 ksi篹yc nie b陰dzi nad nami, Ja najpi瘯niejszymi na 鈍iecie Zasypi ciebie darami: Odbiciem na wodzie bie膨cej W godzinie, kiedy wodom spa trzeba, Wzrokiem, co gwie寮zie spadaj帷ej Nie pom鏬 powr鏂i do nieba, Echem g這su, co teraz si zmieni, Ale kiedy by letni i s這dki, Aby wys逝cha m鏬 bez dr瞠nia Wron podmoskiewskich wszystkie plotki, By znalaz w tej jesiennej s這cie Milszy smak od majowych rozkoszy I by do pierwszego 郾iegu chocia Wspomina mnie, m鎩 najdro窺zy.

Anna Achmatowa - ,,...Zwar豉 d這nie 瘸這bnie pod szalem...

Zwar豉 d這nie 瘸這bnie pod szalem... - Czemu blada, cho oczy bez 貫z? - Bo mu dusz gorycz i 瘸lem napoi豉m po brzeg i po kres. Zataczaj帷 si wyszed (po brzeg) ode mnie- Gorzkim skurczem b鏊 usta mu zwi鏚. Zbieg豉m za nim schodami przez ciemni, zbieg豉m za nim bez tchu a do wr鏒. Zawo豉豉m: ,,To 瘸rt! Ty mi drogi! Wr鵵!...Nie wr鏂isz- wi璚 nie chc ju 篡... I ten u鄉iech m璚z膲ski i wrogi i te s這wa: ,,Zazi瑿isz si. Id .

Anna Achmatowa - Kuku貫czko, powiedz

Kuku貫czko, powiedz, prosz, Ile b璠 篡豉 lat... Drgn窸y tylko czubki sosen, 草速y promie w traw spad. D德i瘯 nie rozleg si w powietrzu, A ju wraca czas, Dotkn掖 czo豉 鈍ie篡 wietrzyk. Milczy ch這dny las.

1 ... 156