RSS
sobota, 25 wrze郾ia 2010
Tadeusz Boy-疾le雟ki - Wszystko jest g逝pie

Wszystko jest g逝pie, co rodzi si z my郵i, A nie z kapry郾ych s堯w zgodnego d德i瘯u; Wszystko jest k豉mstwem, czego nie nakry郵i Pi鏎o bezwolnie chwiej帷e si w r瘯u; Wszystko jest nud, co nie jest marzeniem, Za 鈍iatem ba郾i naiwn t瘰knot - Wszystko jest zgrzytem, co nie jest westchnieniem Z serca do serca wion帷ym pieszczot...

Tadeusz Boy-疾le雟ki - Wolny przek豉d z Asnyka

Kochanko moja s這dka, Naucz mnie takich piosneczek, 疾by ich ka盥a zwrotka Mia豉 smak twoich usteczek; 疾by ich ka盥e s這wo W szept si mieni這 najs這dszy Wci捫 powtarzaj帷 na nowo To, co bliziutk rozmow Dwa serca bredz trzy po trzy - Potem wymy郵 temat Sentymentalny ogromnie I spisz ca造 poemat O tobie, mi豉, i o mnie. Wszystko tym razem si znajdzie, Jak w g這wie samo si kleci Niby w nia鎍zynej bajdzie Dla troszk wi瘯szych ju dzieci. B璠zie o Lali kr鏊ewnie, J ak mia豉 swego pajaca, Co p豉ka, p豉ka tak rzewnie, A ona m闚i豉: caca ; B璠zie i Baba-Jaga, Wied幟a z這郵iwa krzynk, Co, jak j rozdzia do naga, Zmienia si w ma陰 dziewczynk; B璠 i w這ski z這te, Czesane z這tym grzebieniem, Co najmocniejsz pieszczot S帷z cichutkim strumieniem; B璠zie i si鏚ma rzeka, I si鏚ma g鏎a b璠zie, I my郵i t瘰kne cz這wieka, P馧 鈍inki a p馧 豉b璠zie... I wiele jeszcze innych Bajeczek nowych i dawnych, Tak wiernych, 瞠 a dziecinnych, Tak czu造ch, 瞠 a zabawnych. Niza chc ziarko po ziarku, A wzro郾ie 郵iczna ksi捫eczka, Kt鏎 nam dadz w podarku Twe drogie, s這dkie usteczka...

Tadeusz Boy-疾le雟ki - Wierszyk, kt鏎y sam autor uwa瘸 za nie bardzo m康ry

Niech mi kto wreszcie powi - Diab堯w kro sto tysi璚y! - Czemu si tak nerwowi Stajemy coraz wi璚ej? D逝gom to zg喚bia, przecie Doszed貫m kwintesencji: W tym z這, 瞠 na tym 鈍iecie Nic nie ma konsekwencji. Rzecz jedna sama w sobie Nie ci庵le jest jednaka, Lecz bywa w r騜nej dobie To taka, to owaka. Bywaj dni, 瞠 cz這wiek Strasznie jest siebie pewny, Rad, od otwarcia powiek, Jak prosi w deszcz ulewny. Przed lustrem w闚czas staje I sam jest z siebie dumny, I sam si sobie zdaje Przystojny i rozumy. Na drugi dzie, przeciwnie: Ta sama ot, osoba, A wszystko si w niej dziwnie Zn闚 cz貫ku nie podoba. Pysk mu si widzi krzywy, Wiersze haniebnie g逝pie I bardzo jest zgry幢iwy, I sam ma siebie w pogardzie. Nie macie wprost poj璚ia, Jak to jest 幢e na nerwy, Bez chwili odpocz璚ia Tak hu鈣a si bez przerwy. Ba, gdyby si to da這 (To byioby najpro軼iej) Wprowadzi jak捷 sta陰 Podstaw wszechwarto軼i! Tak g這w dr璚z biedn, Gdy my郵 si jaka czepi: Ach, czy to tylko jedno Mog這by tu by lepiej...

Tadeusz Boy-疾le雟ki - Wiersz inauguracyjny na otwarcie pi徠ego sezonu Zielonego Balonika

Ju si pi徠a zima znaczy, Jak w tych starych mur闚 cieniu Walczym, z odwag rozpaczy, Przeciw m霩g闚 rozmi瘯czeniu... Walczym m篹nie, lecz bez wiary, Przeciw tej krakowskiej hydrze, Patrz帷, rych這li ofiary I z naszego grona wydrze. Prze篡li鄉y tu, w tej sali, Pi耩 lat naszych m這dych roje; Tutaj 篡cie鄉y czerpali Z tak zwanej czary upoje. Weszli鄉y w te ciche bramy W naszych lat m這dzie鎍zych wio郾ie, Niewinni jak dzieci Mamy, Gdy pier jej tuli rado郾ie. Weszli鄉y pe軟i zapa逝, 疾 zmienimy 鈍iata kolej, 疾 stworzymy, cho poma逝, Polsk, co ma we 豚ie olej... Nie broni帷 si przed m璚ze雟twem, Nie郵i鄉y si造 najlepsze; W pogoni za cz這wiecze雟twem Bywali鄉y jako wieprze... By zdoby pogl康 niez這mny Na cnot i na wyst瘼ek, W grzech闚 ka逝篡 ogromnej Nurzali鄉y si po p瘼ek. Dzisiaj, gdy pierwsza siwizna Bieli nasz skro znu穎n, Patrzymy, zali Ojczyzna Przyj窸a ofiar on?... Czy kt鏎y z nas, cho w mogile (貫zka), Tej pociechy kiedy zazna, By nas nar鏚 wspomnia mile, Niby kr鏊 swojego b豉zna?... Lecz dalej! Co b康 nas spotka, Co b康 przypadnie nam w zysku: Czy trud闚 nagroda s這dka, Czy tylko si鎍e na pysku, Czyli pierzchn mrok闚 cienie, Czy si los zawistny uprze, By nast瘼ne pokolenie By這 w Polsce jeszcze g逝psze, Czyli czeka nas podzi瘯a, Czy te obrzuc nas b這tem, Niech p造nie nowa piosenka, Niech si pluska w winie z這tem; Niechaj 鈍ista, niechaj warczy Niby b彗 podci皻y batem: Zanim przyjdzie uwi康 starczy, Jeszcze si pobawmy 鈍iatem! A kiedy przysz這嗆 odpowi, Gdy nowych dni wejd brzaski, Kto lepiej s逝篡 krajowi: Luto-czy te Siero-s豉wski!

Tadeusz Boy-疾le雟ki - W sztambuchu

Ie郵i, nad insze dziewko urodziwa, Lat mnogich szcz瘰n przecirpiawszy dol, Zasi璠ziesz wreszcie, matrono szedziwa, W uciesznych wnucz徠 zaufanem kole, Gdy b璠ziesz gwarzy w鈔鏚 czeladki oney O dawnych woynach, fortycach warownych, O Wi郵e rzyce, het od krwie czerwoney, Y gwa速ach niewiast cnotami szacownych, Rzekniy, i po鈔鏚 rycerskiey gromady Wi璚ej ni groty, 鈔apny貫 siarczyste, Ni baionet闚 nieprzychylne zwady, Z豉 naczyni造 twe oczki strzeliste; Y 瞠 okrutniey nad gromkie kanony, Nad wybuchliwe miniery taiemne Brzmia, wier, temu twoy g這sek pieszczony, Komu twe czucia wie軼i niewzaiemne. C騜 bowiem wa膨 srogie lud闚 wa郾ie, C騜 rze嬌y krwawe y 鈍iat闚 zniszczenie Naprzeciw sercu, co popad這 w豉郾ie W nayslodszych ogni闚 lube zachwycenie? Tako si nie ma zda b豉ha y pusta Ludzka obawa 鄉iertelney zaguby Temu, co bacz帷 twe r騜ane usta, Daremnie z ch璚i obumiera lubey? Przemin iedni, drudzy zasi przyda, lako rokrocznie ru 鈍ie瘸 si pleni: Wiecznie trwa ieno przemo積y KUPIDO, Co IEYMOSC PANNY dzi s逝磬 si mieni...

Tadeusz Boy-疾le雟ki - W Karlsbadzie

Marzy這 mi si we 郾ie, 疾 by貫m ptaszkiem ma造m: Wstawa貫m bardzo wcze郾ie, Zar闚no z dzionkiem bia造m; W czy軼iutkim, jasnym zdroju Pluska貫m dzi鏏ek potem I w adamowym stroju Grza貫m si w s這nku z這tem. Robaczk闚 drobnych kilka, To by這 me 郾iadanko, A potem - szcz窷cia chwilka Z samiczk, m kochank. I 篡貫m rad ogromnie W鈔鏚 lubych tych igraszek, I ka盥y m闚i o mnie : C騜 to za mi造 ptaszek! Tak mi si w nocy 郾i這, Nim sen mi umkn掖 z powiek, I bardzo mi niemi這 Zbudzi si jako cz這wiek... Jeszcze na dworze szaro, A ju jak dobra wr騜ka Dziewcz niemieck gwar Za 貫b mnie ci庵nie z 堯磬a. Herr Doktor! schon ist sechse - M闚i 軼i庵aj帷 koce; Hol` Teuf`l dich, alte Hexe - Z wdzi璚zno軼i jej mamroc. O, biedne moje ko軼i, Zgi望 was si pr騜no sil; O, biedna ty, ludzko軼i, I za c騜 cierpisz tyle! Gdzie瞠 jest, gdzie, niebogo, M這do軼i ma kochana, Gdym w豉da ka盥 nog Ju od samego rana! Gdym st徙a lew, praw I my郵a w mym ob喚dzie, 疾 to me 鈍i皻e prawo, 疾 to tak zawsze b璠zie!... S這neczko pierwsze cienie Ledwie na ziemi k豉dzie, A ja ju me cierpienie Wlok po promenadzie. C騜 tu za masa ludzi! C騜 za zgie趾! Bo瞠 鈍i皻y! Jak tu si nikt nie nudzi, Jak ka盥y jest zaj皻y! M篹czy幡i w sile wieku Z minami t璕ich zuch闚: Ach, pociesz si, cz這wieku, Patrz帷 na tylu druh闚! Ten, 闚, na lasce wsparty, Ka盥y przy swoim kubku, I krocz w ci瘺ie zwartej P馧dupek przy p馧dupku... Jak wszystkim jedno w g這wie, Jedn my郵 ka盥en pie軼i: I niech瞠 mi kto powie, Ze 篡ciu braknie tre軼i! Jak tutaj si ocenia, Jak tu si staje jasne, 疾 celem wszechstworzenia Jest chroni zdrowie w豉sne! I z 貫zk rzewn w oku Pokornie staj w rz璠zie, 奸ubuj帷, i co roku Odt康 tak zawsze b璠zie... O, czysty, jasny zdroju, ζgodnie alkaliczny, o, 廝鏚這 ty pokoju, Nektarze ty mistyczny, O, boski darze nieba, Co wabisz nas rokrocznie, Ile nab陰dzi trzeba, Nim si przy tobie spocznie! Kto w tobie usta zmacza, Ten czuje w tym momencie, Jak mu si przeinacza Wszechziemskich spraw obj璚ie; Wraz w piersi jego wz biera Za鈍iat闚 jakie tchnienie I 篡cia rytm zamiera Na jedno oka mgnienie... Kszta速 bliski w dal ucieka, Kolor闚 t璚ze bledn, Opuszcza duch cz這wieka Ziemi skoruP biedn. Na mg豉wej p造n帷 fali W obrazy senne patrzy, Co gdzie si topi w dali, W cie jaki coraz bladszy ... Tak u muhlbru雟kich zdroi, Wmieszany w ci瘺 gwarn, Zg喚biam taj duszy mojej W ieczno軼i tchem ci篹arn ; I cho dzieweczka m這da D這 mi podsuwa z kubkiem, Dziwno mi, 瞠 ta woda Mocno smakuje trupkiem...

Tadeusz Boy-疾le雟ki - Spowied poety

Kiedy za oknem 郾ieg pr鏀zy Lub szemrz jesienne deszcze, Na闚czas w g陰b w豉snej duszy Chmurni wpatruj si wieszcze. My郵 ich szybuje skrzydlata Hen, nad wszechbytu gdzie progiem, A duch wynios造 si brata Z sob jedynie i z Bogiem. Rozwiej si jaka otwiera Nad niebios b喚kity szersza - A skutek: u Gebethnera, Po kop. pi耩dziesi徠 od wiersza. I mnie, cho bior mniej siono, Zdarza si w nocy czy za dnia, Ze lica 瘸rem mi sp這n, Gdy duch sam siebie zap豉dnia; Ze lec w nieziemskie kraje Ze skrzyde dwojgiem u ramion, I kr鏒ko m闚i帷, doznaj Natchnienia klasycznych znamion. Lecz, ach, gdy pruj powietrze, W sferyczn ws逝chany cisz, I duch m鎩 zwolna na wietrze Nad ja幡i m si ko造sze, Gdy spojrz z kres闚 wieczno軼i Na moj n璠z przyziemn, Gorzki 瘸l w piersi mej go軼i I w oczach od 貫z mi ciemno. Im bli瞠j mi ju do granic Przelotnej ziemskiej pielgrzymki, Tym bardziej w sercu mam za nic Te moje mizerne rymki; M這do軼i rozmach bezczelny W ch這dn rozwag si zmienia I w duszy, przedtem tak dzielnej, L璕n si hydry zw徠pienia; My郵i w pytajnik si pi皻 I w g這wie zam皻 mi czyni, Czy jestem bo篡m poet, Czy tylko zwyczajn 鈍ini?... Czy jestem ta鎍z帷ym faunem Na gaju 鈍i皻ego zr瑿ie, Czy tylko cyrkowym klaunem, Co sam si pierze po g瑿ie?... Czym owoc duszy mej rodzi W 篡wota pobo積ych m瘯ach, Czym tylko figlarnie chodzi Po jasnym 鈍iecie na r瘯ach?... Czy, jak mi radzi pan Galie, By貫m jak Byron i Dante, Czy tylko w pustoty szale Sk豉da貫m 酥iwki galante?... I duch m鎩 sztywne ramiona Pr篹y w mrok szary i mglisty, I w piersiach 趾a co i kona, I chwytam za papier czysty. Po g這wie mi si co roi, W sercu co kwili, co g璕a, I 郾i ju w t瘰knocie mojej, Ze si co serio wyl璕a. Ale na pr騜no si sil, Czas trawi na wzlot闚 pr鏏, Na papier p造n co chwil S這wa niechlujne i grube. Wdzi璚z si do mnie tak 鈍ie瞠, Jak piersi m這dych dziewcz徠ek, I ch耩 ob喚dna mnie bierze W mych natchnie wcieli je w徠ek. Szeregiem mieni si d逝gim, Niby b造szcz帷e klejnoty, I chcia豚ym, jedno po drugim, Na 豉鎍uch ni膨c je zloty. Kusz mnie czarem niezdrowym: Im kt鏎e z nich jest plugawsze, Tym bardziej w kszta販ie spi穎wym Chcia豚ym je zaku na zawsze. I patrz na swoje p這dy, I 膨dz przewrotn p這n, I rycz jak Orang m這dy, Gdy gwa販i polsk matron. Pr騜no si kajam i broni, Dr璚zony pokus tortur, Pr騜no w dr鏬 mlecznych ogonie Oczy軼i chcia豚ym me pi鏎o, Archanio, co z mieczem stoi Przy 鈍i皻ym poezji chramie, Nie wpuszcza piosenki mojej I m闚i: P鎩dziesz, ty chamie! I tak si tu豉m po 鈍iecie, I 瘸l, i smutek mnie d豉wi, 疾m jest jak nie郵ubne dzieci, Z kt鏎ym si grzeczne nie bawi... Trudno, cho dola ma twarda, W bezsilnej miota si z這軼i: Zostaje dumna pogarda Lub apel do potomno軼i; A je郵im gwary ojczystej Cho jeden przysporzy klawisz, Ty mnie od ha鎟y wieczystej, O mowo polska, wybawisz!

Tadeusz Boy-疾le雟ki - Spleen

Smutek w sercu moim mieszka I tak gryzie mnie jak weszka. Gryzie dusz moj biedn, O co? To ju wszystko jedno. Przyczyn jest ogromnie wiele Na duszy jak i na ciele. Coraz rzadziej mi si zdarzy, Bym u鄉iechn掖 si na twarzy, Ci庵le my郵 a do skutku O moim dotkliwym smutku. O, jak mnie to czasem nudzi Patrze na cierpienia ludzi. Czasem si nieszcz窷cie sta這, 疾 dzieci徠ko robi bia這. Ja si na to krzywi traszki I daj skuteczne proszki, Po kt鏎ych m闚i, 瞠 ono B璠zie robi這 zielono. Jeszcze bardziej bez nadziei P璠z 篡cie przy kolei. Z t kolej bywa r騜nie: Czasem komu cz這nki urznie, To zn闚 dadz zna o zmierzchu, 疾 kto flaki ma na wierzchu, Wielka bywa rozmaito嗆 Rzeczy, kt鏎e budz lito嗆. Ja si znowu troszk krzywi, Jad na lokomotywie, To zn闚, na郵aduj帷 giemz, Skacz sobie w lot na bremz, My郵 cz瘰to tylko przy tem, 疾by ju by emerytem. Innych zmartwie te jest sporo: Lew nog rok mam chor, Cho czyni貫m to i owo, 疾by ona by豉 zdrow. Ale najci篹sza choroba Jest dla mnie. . . . . . . . . .

Tadeusz Boy-疾le雟ki - S堯wka

Gdy co mnie nadto wzruszy Lub serce mi podra積i Chowam sie a po uszy Do swojej wyobra幡i. Tam o ka盥ziutkiej porze Schronienie mam zaciszne Gdzie my郵 wyprawia mo瞠 Przer騜ne rzeczy 鄉ieszne. Miast czerpa pr騜n chwa喚 W tym, 瞠 jak z ksi捫ki gada, W g逝piutkie s堯wka ma貫 Calutka si rozpada. Te s堯wka mi uciechy Sprawiaj nieraz mn鏀two, Lubi ich puste 鄉iechy I ducha ich ub鏀two. Jak b豉zenkowie mali S堯wko si z s堯wkiem cacka, To j瞛or mu wywali, To szczypnie je znienacka. Jedno przez drugie hasa Wydaj帷 kwik weso造 Niby dzieciak闚 masa, Gdy wyrwie si ze szko造. Jednemu w tej pogoni P御em nabiegn lice, Gdy 篡wszy ruch ods這ni M這dziutkich p販i r騜nice. Inne, troszeczk z boku, Przystanie gdzie nie鄉iele I stoi z mgie趾 w oku Jak zadumane ciele. Te dwa, w pustocie nowej, Obj窸y si przyjemnie I same w rym gotowy Splataj beze mnie; Ja patrz na niewinne Figielki mi造ch dziatek I wol ni幢i inne Ten ma造 w豉sny 鈍iatek.

Tadeusz Boy-疾le雟ki - Replika kobiety polskiej

Nie tobie, m鎩 Sowizdrzale, Z這tow這sy pi瘯ny paziu, Nie tobie, m鎩 s這dki Aziu, Taka przysta豉 odpowied Na t瘰knoty me i 瘸le, Na mojego serca spowied! Ty niewdzi璚zny, ty niepomny, Ty, pieszczony jak 真anek, Mentor panieneczki skromnej, P馧dziewicy p馧kochanek, Ty, bawide趾o m篹atek, Feblik matek, wd闚 gagatek, Spowiednik arystokratek, Ty, co pi貫 do przesytu Zmys堯w mych najskrytsze dreszcze, Co dzi ca造 ciep造 jeszcze Od puchu mojej po軼ieli, Ty - mi m闚isz o k康zieli ? Wi璚 ty, mimo twego sprytu, Nie pozna貫 mnie na tyle, 疾 dla ciebie dokumentem S Marynie i Maryle?! 疾 dla ciebie pismem 鈍i皻em Sa Aniele i Anielki I ten ckliwy produkt wszelki Waszej wytrzebionej ja幡i , Waszej smutnej wyobra幡i ? ! Wi璚 te cuda polskich dziewic Swojskiej cnotki mi造 zapach Te gosposie i te Zosie, Kt鏎e sobie przy bigosie Fantazjowa pan Mickiewicz, Aby znale潭 w nich pociech Po swoich mi這snych klapach, Czyjej s t瘰knoty echem? Czyje idea造 godne? A te w czu造m atramencie Urodzone nimfy wodne Pana S這wackiego Jula, O kt鏎ego... mankamencie Wie dzisiaj ka盥a smarkula I kt鏎y mu wypomina Nawet 安iderska Alina!! A ten... trzeci wasz poeta... No, ten... hrabia... z du篡m nosem, Kt鏎emu ka盥a kobieta, Co j ujrza bez bielizny, By豉 symbolem Ojczyzny, A 堯磬o ofiarnym stosem! (Tak w m璚ze雟twa aureoli Z ka盥 pop造wa w gondoli, Potem - ona posz豉 z dzieckiem, A on rozmawia z Czarnieckim!) Powiedz, prosz, z jakiej racji Ja mam bra odpowiedzialno嗆 Za tych figur monstrualno嗆, Wyl璕造ch w imaginacji Rozmaitych takich pan闚?! Wi璚 te przer騜ne perwersje Lechickich erotoman闚, Polskie matkki, polskkie 穎ny, Te Gra篡ny i Aldony, Ty chcesz uwa瘸 za wersj Autentyczn kobieco軼i? . . . . . . . . . . To si mo積a w軼iec ze z這軼i!! Zostaw ca陰 t bibu喚, Z這tow這sy paziu s這dki, Zostaw te androny czu貫, Wielkich duch闚 ma貫 plotki! Wierz mi, wszyscy ci poeci To s du瞠, stare dzieci I najg逝psza panna z pensji Nie ma tak 鄉iesznych pretensji. 疾 kto stworzy Tadeusza, Winszuj mu sercem ca貫m, Lecz czy ka盥ego geniusza Mam uwie鎍za w豉snym cia貫m ? P豉ci d逝gi spo貫cze雟twa Cen mojego panie雟twa? Zapytajcie si Maryli; Opowie wam ka盥ej chwili - Czuje w ko軼iach do tej pory Te filareckie amory I ten poetycki kierat, W jaki wprz庵 j pan literat! W niewinno軼i szuka chluby, Mleczkiem pija zdrowie lubej , Ballad p這dzi ca貫 這kcie, Z sercem czystszym ni paznokcie Mierzy, zbrojny w pancerz wiary, Si喚 (m瘰k!) na zamiary! Takie ma kobieta szanse, Gdy si z wieszczem wda w romanse. A niech kt鏎a si odwa篡 Zerwa nici tych szanta篡, 奸uza przekle雟tw si otwiera: Puchu marny et caetera! P鎩d, m鎩 paziu, chwile p造n, Nie dla nas ta gra s堯w pusta: Gdy pi zechcesz 篡cia wino, Zawsze znajdziesz moje usta, Cho pod oknem trubadury Gin w lirycznej agonii, Drwij z ca貫j literatury, Oknem w豉 bez ceremonii!