RSS
sobota, 25 wrze郾ia 2010
Tadeusz Boy-疾le雟ki - O bardzo niegrzecznej literaturze polskiej i jej strapionej ciotce

Pe軟a gracji, zacna, s這dka, 砰豉 sobie stara ciotka. Bez zbytk闚, lecz i bez braku Mia豉 sw鎩 domek na Szlaku. Opr鏂z cn鏒 rozlicznych wie鎍a Hodowa豉 te siostrze鎍a. Brzydki ch這piec, z krzyw buzi, Zwa si - dajmy na to - J霩io. Ciotka by豉 pann czyst, A J霩io modrnist. (Modernista - znaczy ch這pak, Co wszystko robi na opak; Ka盥ego si g逝pstwa czepi, A zawsze chce wiedzie lepiej.) Z tym smarkaczem ciotka stara Mia豉 strapie co niemiara. Zawsze jej czym umia dopiec, Taki ju by brzydki ch這piec. Pr騜no ciotka mu wymienia Albo Lucka, albo Henia, Co ich przyk豉d wszystkim 鈍ieci, Jako grzecznych, dobrych dzieci; On rozeprze si wygodznie, Obie r璚e w這篡 w spodnie, 妃ieje si i kiwa g這w, Jakby m闚i Gadaj zdrowo! II To rzecz nie do uwierzenia, Co on ma za przywidzenia! Czasem co bez sensu ma瞠 I m闚i, 瞠 to witra瞠. To zn闚 wiecz鏎 biega nago I rozbija wszystko lag. Ciotka krzyczy: Joseph! arrite! A on: Ciociu to kabaret Wszystkie meble w domu psuje: M闚i, 瞠 sztuk stosuje. Wsz璠zie wlezie, wsz璠zie dotrze, Deprawuje dzieci m這dsze. To rzecz w Polsce nies造chana: Nie chc wierzy ju w bociana! Kiedy wpada ma豉 Hanka: Ciociu, jestem rotomanka - Kt騜 ci tak nauczy?! - J霩io - M闚i z rozpalon bzi. A ja - sepleni Ludwiczka - Jestem 鈍i皻a pla-samiczka . Chocia zwykle dobra, s這dka, Zawy豉 ze zgrozy ciotka: Razi豉 j na kszta速 gromu Taka ha鎟a w polskim domu! III Czasem dobra ciotka wo豉: Usi康嬈ie, dzieci, doko豉, Powiem wam o dawnych dziejach, O hetmanach, kaznodziejach, Potem ka盥e z was wymieni, Kt鏎egto najwy瞠j ceni . A J霩io ze 鄉iech kona I krzyczy: Ciociu! Kambrona! IV Czasem, a najwi璚ej w po軼ie, Przychodz do ciotki go軼ie. J霩iu, przywitaj si z panem! Co ty tam za parawanem?! Wy豉 stamt康, pu嗆 Haneczk I powiedz go軼iom bajeczk , Wylaz J霩io, g這w kiwa I w te s這wa si odzywa: Bajeczka pana Jachowicza. Sta na sukni zrobi plam, Obla bowiem ponczem mam; A widz帷 j w srogim gniewie, Jak przeprasza sam ju nie wie. »Plama g逝pstwo - mama doda - Ale ponczu, ponczu szkoda!« Sko鎍zy J霩io, go嗆 si 鄉ieje, A ciotk wnet krew zaleje: Biedaczka dosta豉 md這軼i I ze wstydu, i ze z這軼i. Tak ten niegodziwy ch這piec Zawsze ciotce umia dopiec. V Tak si trapi dobra ciotka, Pe軟a gracji, zacna, s這dka, Lecz najwi瘯sz ma subiekcj, Gdy rozpocznie z J霩iem lekcj. Dojd撚e 豉du z tak g這w: Zawsze ma ostatnie s這wo! Ciotka prawi o Trzech psalmach. J霩io o ta鎍z帷ych palmach ; Ciotka mu o aposto豉ch, On jej o spermatozoach; Ciotka uczy, kto by Gallus, On poprawia: Ciociu, Phallus! Ciotka zn闚 z innego w徠ku Baje o 鈍iata pocz徠ku, J霩io si z帳 za z帳 k堯ci, 疾 鈍iat ca造 powsta z CHUCI. (Mruknie ciotka w pasji szewskiej: Wci捫 ten 豉jdak Przybyszewski! ). Ciotka zn闚 o idea豉ch - J霩io: Ciociu, co to wa豉ch? Tak ciotka ma subiekcj, Gdy rozpocznie z J霩iem lekcj. VI Kiedy wiecz鏎 ju zapada, Ciotka do snu si uk豉da: J霩iu! Zostaw ten rozporek I chod odm闚iu paciorek. Niech J霩io przy 堯磬u kl瘯nie I powtarza g這郾o, pi瘯nie: «Boziu, us造sz g這s ch這pczyny, Odpu嗆 syn闚 naszych winy! Polska ci na pomoc wo豉! Niech tradycji i Ko軼io豉 Pozostanie s逝g wiern! Erotyzmem ni modrn Niech si nar鏚 ten nie spodli! » Teraz J霩io si pomodli Za mamusi, za tatusia, Potem grzecznie si wysiusia I spokojnie, cicho za郾ie . Brzydki ch這pak mrukn掖: W豉郾ie!

Tadeusz Boy-疾le雟ki - Nowa wiara

Zewsz康 ch鏎y brzmi radosne: Ma cel wreszcie egzystencja; Cel, co wskrzesi rajsk wiosn, A tym celem - Abstynencja. Nazbyt d逝go ludzko嗆 biedna 圭iga豉 mar zwodnicz, Gdy jest droga tylko jedna, Zgodna z wiedz przyrodnicz. Ju rozpad造 si w kawa造 Dawne majaki mistyczne; Nowe mamy idea造: Higieniczno - statystyczne. Zamiast b陰dzi w ciemnym mroku Ludzkich instynkt闚 wyzwole, Jedno trzeba mie na oku: Zdrowotno嗆 setnych pokole. Chyba wariat jeszcze szuka, Gdzie drga silnych wzrusze t皻no, Gdy dzi kre郵i nam nauka Szcz窷cia ludzko軼i przeci皻n. Czeg騜 wi璚ej - ka盥y przyzna - Mo瞠sz 膨da, dobry cz貫ku, Patrz帷, jak si ta krzywizna Dumnie wznosi - w przysz造m wieku. Ju obliczy nam dok豉dnie Akademii by造 docent Ile za lat tysi帷 spadnie 妃iertelno軼i 鈔edni procent. Trzymaj zatem na obr騜y Nami皻no軼i swoje szpetne: B璠zie prawnuk tw鎩 篡 d逝瞠j O dwa zera i trzy setne. Witajmy wi璚 ludzko嗆 czyst! Zewsz康 piej ju Hosanna: Na wy軼igi z onanist Dzia豉j帷a stara panna; Lada kiep, co od kolebki Ani pije, ani... pali, Afiszuje swoje klepki, Wprawdzie cztery - lecz ze stali. W bohaterstwa nowe szranki Wlecze m這dzian puste 堯磬o: 砰j lat dziesi耩 bez kochanki, Obwo豉j ci Ko軼iuszk! I w ma鹵e雟twie bez eksces闚! Kontroluj serca bicie, Czy pami皻asz w鈔鏚 kares闚, 疾 masz stworzy nowe 篡cie? Troska sen im z oczu p這szy: Wielki problem w g這wach 鈍ieci Jak przy minimum rozkoszy Maksymalnie p這dzi dzieci! Odmawiajcie, abstynenci, Higieniczny wasz r騜aniec Niech si ma造 鈍iatek kr璚i W ten 鈍i皻ego Wita taniec; Pijcie wod w cnym skupieniu, Ale mnie przechodzi mrowie, 疾 gdzie w trzecim pokoleniu Znajdzie si ta woda w g這wie...

Tadeusz Boy-疾le雟ki - Nowa pie填 o rydzu

Mia se Michalik cukierni, Kupczy w niej trze德o i wiernie, Kawusia, ciastka i p帷zki, Zap豉ta z r帷zki do r帷zki. Kredytu 鄉iertelny by on wr鏬, Tote mu za to poszcz窷ci B鏬, 疾 serce dla golc闚 mia z g豉zu, Nie zrobi benke貫 ni razu. Ka盥y stan swoje ma smutki: Wi璚 te w czas niezmiernie kr鏒ki W 闚 lokal znany z trze德o軼i Dziwnych sprowadzi czart go軼i. W pobli簑 鈍i徠ynia sta豉 sztuk, Stamt康 si zakrad najpierwszy wr鏬, Malaria lokal obsiad豉, I瘺y w nim pi豉 i jad豉. Dziwi si wszystko w tej budzie: C騜 tu si schodz za ludzie! Ch這p w ch這pa dziki, kosmaty, A portki na nim - na raty.. Hej, ch這pak, wi郾i闚ki dawa w cwa! Wygoli dwana軼ie tak jak sta I m闚i: Ciasteczka i trunek Zapisz pan na m鎩 rachunek . Przez dwa tygodnie ju co dzie Jad i pi obcy przychodzie; Wreszcie Michalik nie鄉ia這 Nale積o嗆 podaje ca陰. Czterdzie軼i sze嗆 koron! Eh, to nic, Dodaj pan te cztery, bierz ten kicz; Przylepisz go se do 軼iany, B璠ziesz mia lokal ubrany . C騜 by這 pocz望 z tym drabem? Wi璚 po wzdraganiu do嗆 s豉bem Zrozumia biedny gospodarz, Co to jest popyt i poda! I od tej chwili codziennie ju La si spirytus z ogromnych kru; Michalik patrzy i patrzy, A mur ma coraz pstrokatszy. Co potem jeszcze si dzia這, Gada by trzeba niema這, Do嗆, 瞠 ta buda od dawna Ju w ca貫j Polsce jest s豉wna. Wszystko ogl康a j p璠zi w skok Do Michalika na fajfoklok: Ko速un z prowincji czy z miasta Z otwart g瑿 穋e ciasta. Spr鏏uj zagl康n望 w zapusty Do Michalika o sz鏀tej: Kog騜 tam nie ma! sam powidz: Nawet Rachela z Bronowic! Oj pa-, oj pa-nie Michalik, A gdzie ty tu jest jaki katolik? Karmcie mi dobrze go, prosz, By si nie skurczy po trosze... W ko鎍u Michalik na serio Zacz掖 bra swoj galeri, Uderzy這 mu do g這wy, 疾 taki sklep ma morowy. Hej, panie M帷zy雟ki, panie Frycz, Bierzcie, co chcecie, nie szcz璠嬈ie nic, Urz康嬈ie pi瘯nie mi sal, Niech si przed 鈍iatem pochwal . Chwycili p璠zle, o堯wki, Poszli po rozum do g堯wki I m闚i: Cztery tysi帷zki Buli tu z r帷zki do r帷zki . Oj Mi-, oj Mi-, oj Mi-chalik, Powiedz mi, ch這pie, czy ty si w軼ik? Strasznie zmieni造 si czasy, P豉 z這tem za te figlasy! Nie mamy w Polsce monarchy, Same w niej golce lub parchy: Michalik zosta nam jeden, By Sztuki stworzy w niej Eden; Oj ry-, oj ry-, oj ry-cerzu nasz, Sztandar闚 鈍i皻ych ty trzymaj stra, B璠ziem ci doi jak brata, By貫 nam d逝gie 篡 lata!

Tadeusz Boy-疾le雟ki - Naszym hymenografomanom

Literacki nasz ogr鏚ek Pachnie w鈔鏚 ksi璕arskich p馧ek Woni mirt闚, niezabudek I przer騜nych innych zi馧ek. Te inspekta czyste, 豉dne, Co od rosy l郾i porannej, To kr鏊estwo samow豉dne Legendarnej polskiej panny. Dla Niej, dla tej jasnej wr騜ki, Nasi geniusze si trudz, Aby mog豉 do poduszki Ubra si w poezj - cudz. Przez Ni, za Ni, dla Niej, od Niej Wszystko bierze sw鎩 pocz徠ek, Od HYMENU jej pochodni Natchnie si rozpala w徠ek. W prochu wielbi nasza ma這嗆 Dziewiczo軼i Arcy-statut: Panie雟kiego... wdzi璚zku ca這嗆, To najwy窺zy Stw鏎cy atut! P鏦i tej ozdoby swojej Nie uroni dumna Polka, P鏒y ma貫 cz馧ko stroi Wszechpot璕i aureolka; T逝m闚, co jej 瞠brz 豉ski, Brzmi w powiastkach naszych lament, Tak czarowne rzuca blaski Anatomii cenny diament; Gdzie otworzy, tam si miele Jedn 篡cia wci捫 zawi這嗆: Jak i kiedy polskie ciele Swojskiej g瘰i zyska mi這嗆... Musisz pozna naszej Czystej Pap, mam, ca造 dom jej, W ko鎍u s逝篡 do asysty Przy niewinnej tej sodomii. Lecz gdy klejnot sw鎩 postrada, Po瞠gnajmy si z ni smutni; Ach, po trzykro takiej biada, Zmar豉 ju dla polskiej lutni! Wszystko pierzch這, wszystko znik這, Jakby trumn ju zabito: Idzie 篡cia 軼ie磬 zwyk陰 Ju w kompletnym inkognito. Co wyro郾ie z ma貫j g御ki, Kt鏎a z tak krzykliw pych Wp造wa w 篡cia strumyk w御ki, O tym w naszych ksi璕ach cicho; Nasi piewcy idealni Ignoruj 鈍iatek ciasny, Co si kr璚i w鈔鏚 sypialni, Czasem cudzej, czasem w豉snej... Gdy ju hukn wielkim g這sem: Zdrowie zacnej m這dej pary! Kt騜 by si tam troszczy losem Krajowej Madam Bovary... Rzucona z takim ha豉sem, Jak tam pl帷ze si zagadka?.. Jakie echa tylko czasem Nas dochodz: 穎na... matka... A po lat przyd逝giej serii Znowu j sadowi na tron, Gdzie ozdob jest ga貫rii Legendarnych polskich matron.

Tadeusz Boy-疾le雟ki - Markiza

Z odleg貫j k璠y krainy, Z wiek闚, co dawno przebrzmia造, Przysz豉m do was w odwiedziny... W rynsztunku mej dawnej chwa造. Obca tu jestem, wi璚 staj Nie鄉ia這 oto i skromnie - Czy z was mnie kt鏎y poznaje? M闚cie, czy kiedy 郾i o mnie? Czym mo瞠 kiedy, czasami, Z kartek po鄴趾貫j gdzie ksi捫ki Wykwit豉 nagle przed wami Strojna w r騜, muszki i wst捫ki? Jam jest Markiza - ta sama, Znana wam zdawnych powie軼i, Idea: kochanka, dama, Co razem gardzi i pie軼i, Co razem n璚i i kusi, W powabne iskrz帷 si b喚dy, To zn闚 w snach d豉wi i dusi Zmor straszliwej legendy; Ja, kt鏎ej kaprys korony Kr鏊ewskie depta t n騜k, A czasem znowu, szalony, Pazi闚 przygarnia w me 堯磬o; W pochlebstwie od miodu s這dsza, W szyderstwie jak pocisk pr璠ka, W pieszczocie od bluszczu wiotsza, To jak stal ostra i gi皻ka; Ja, kt鏎ej mi這sny zakon Wcieli do kunszt闚 swych ciemnych Trucizny subtelnej flakon I sztylet zbir闚 najemnych; Ja, co drobniuchn m d這ni Zalotnie przys豉niam oczy, 奸edz帷 z umieszkiem, jak o ni Krew strumieniami si toczy - Z salon闚 moich z這conych, Z mej gotowalni pachn帷ej, Z ogrod闚 moich strzy穎nych Z lektyki mojej b造szcz帷ej Zesz豉m tu do was na chwil Ot tak, zachcenie kobiece - Ot, kaprys jak innych tyle, Aby, nim rych這 odlec, Tchn望 ku wam brzmieniem echowem Minionych wiek闚 piosenki, Poigra kusz帷ym s這wem, Kr皻ym jak lok闚 mych p瘯i, Zmieni w majak闚 gor帷zk Sen waszych nocy spokojnych, Obudzi w was s這dk dr膨czk Pragnie zawrotnych, upojnych; Roznieci ognie naj鈍i皻sze, Przez kt鏎e 篡j i gin, W serc waszych wcisn望 si wn皻rze I bodaj na t godzin Przerobi na m o j e prawo Dusz waszych pust za wi這嗆, 疾 篡cia jedyn spraw Jest mi這嗆, ach, ty lko mi這嗆! 疾 kto li st鏕 mych wiek strawi, Najsro窺ze cierpi帷 m璚zarnie, Cho wszystk krew z serca skrwawi, Ten dni swych nie prze篡 marnie; 疾 je郵i zechc, odmieni W s這dycz najci篹sz niedol, Bo jedno moje spojrzenie, Ach, wszystkie uleczy bole; 疾 je郵i sza czyich roje Me serce podzieli raczy, Ach, wobec takich upoje C騜 szcz窷cie anio堯w znaczy! . . . . . . . . . . . . . . . . . . Id ju, tak, czas mi w drog - 砰jcie szcz窷liwi, 瞠gnajcie; Ja jedno radzi wam mog: Kochajcie, tylko kochajcie...

Tadeusz Boy-疾le雟ki - G這s dziadkowy o restauracji ko軼io豉 parafialnego w Szczucinie

Niekze se spocznie na kwil dziadzina, Toli w璠ruje jaze ze Scucina, A razem z dziadkiem be這 mnogo luda U廝e te cuda! Chodzi造 wie軼i po najdalsze strony, 疾 w onem mie雟cu stra郾e farmazony Ozgo軼i造 si w diabelskiej kompanii, W ksi篹ej plebanii. M闚iom, 瞠 jaki, Bo瞠 odpu嗆, malarz, Co na piechot tam po pro軸ie zalaz, Teraz se 篡je niby brat ze bratem Z ksi璠zem pra豉tem! Ca豉 plebania wys逝guje mu si, Na po鈍i璚anym jada se obrusie, Mi鏚ma軛azyje znosz temu lichu W 鈍ientym kielichu. Zakrad這 si to na probostwo chy趾iem, Na mr霩 鈍ici這 na p馧 go造m ty趾iem; Teraz se ka瞠 najcie雟ze at豉sy Szy na portasy. Sypia se co noc w jegomo軼i 堯磬u, Ksi篹 kuchark g豉ska se po brzuszku, Sam mu co rano, 鈍i璚i wiekui軼i, Ksi康z buty czy軼i! Ale najwi瘯sze to zgorszenie czyni, 疾 nie przepu軼i i pa雟kiej 鈍i徠yni I ko軼i馧, co si cudami rozs豉wi, Stra郾ie splugawi. K璠y janio造 wprz鏚 zdobi造 軼ian, Teraz kap這ny wisz podskubane, A tam, gdzie be造 鈍iente m璚zenniczki, T逝ste jendyczki. W o速arzu widny Boga Ojca profil: Brod ma ry膨 niby nasz Teofil; Za z貫go 這tra wisi w M璚e Boskiej Kunrad Rakowski. Potem z Krakowa zje盥瘸 konwisyja, Napycha brzuchy, a im si odbija, I prawi ksi璠zu r騜ne dziwne ba郾ie, Pokiel nie za郾ie. W bidnego ksi璠za konwisyja wpiera, 疾 to najnowszy styl ojca Drobnera, Co w Rzymie zdobi (taka jucha chytra) 安i皻ego Pitra! Lecz ju si sko鎍zy ta obraza bo瘸, Bo dziadek p鵨dzie a do konsystorza I gwa速 podniesie taki, 瞠 biskupa Ozboli g這wa...

Tadeusz Boy-疾le雟ki - Dzie p. Esika w Ostendzie

Gdy skwar dopieka Biednego cz貫ka, Pot po nim 軼ieka, Topnieje ju, Gdzie Esik b璠zie, Godniej zasi璠zie, Jak nie w Ostendzie, Kr鏊owej m鏎z... Uroczy pobyt, T逝m pi瘯nych kobit, Wko這 dobrobyt, Wszystko a l郾i; Rozkosz przenika Cia這 Esika, N騜kami fika, Ze szcz窷cia r篡. Pierwsze 郾iadanko: Kawusia z piank, Przegryza grzank I p璠zi w cwa Prosto na pla輳, Gdzie w s這鎍a 瘸rze B造szcz mira瞠 Kobiecych cia. Strojna dziewczyna Kibi przegina, LUXUS-kabina Rozkosz tchnie; Ruchem pantery Zrzuca jegiery I gdzie hetery, Tam Esik mknie. Barwne p馧鈍iatki, Pulchne m篹atki, Obcis貫 gatki 妃iej si do; Esik si nurza, Szczypie w odn騜a, To zn闚 jak burza Wci庵a je w to. Lecz do嗆 na dzi z tym, Na piasku czystym Jeszcze m鎩 system Przez minut sze嗆; Potem swobodnie Nak豉da spodnie I nim och這dnie, P璠zi co zje嗆. Ostryga t逝sta Wpada mu w usta, Potem langusta, Potem chablis: Otwiera paszcz, J瞛ykiem mlaszcze, W brzuszek si g豉szcze I dalej ji. Znik potraw szereg, Ma造 szlumerek, Potem spacerek Przez pyszn sie; Przybi do portu W cieniach abortu; Co tu komfortu: Uroczy dzie! Wychodzi letki Z cichej klozetki, Zn闚 na kobietki Popatrze rad; Z t逝mem si miesza, Gdzie strojna rzesza Gwarnie po酥iesza - Pi瘯nym jest 鈍iat! Koncert w kurhauzie: Esik zdrzyma si, Budzi go w pauzie Oklask闚 szum; Potem nos wetka,. 130 K璠y ruletka, Stara kokietka, Przywabia t逝m. Z這to si toczy, Wszystko si t這czy, Wy豉膨 oczy, W piersiach brak tchu - Lecz Esik nie gra, Bo niech瞠 przegra, Da豉by 鈍iekra Ruletk mu! Tak niespo篡cie To szcz窷cia dzici Studiuje 篡cie I jego brud, Gdy wtem latarnie Gasn i gwarnie Wszystko si garnie Do tinglu wr鏒. W豉zi i Esik W ten interesik; Figlarny biesik Jaki go prze, Umoczy usta Tam, gdzie rozpusta Najskrrrrytsze gusta Zgadywa 鄉ie. Sala st這czona, Dysz帷e 這na, Nagie ramiona W鈔鏚 frak闚 t豉; Ta鎍z sk喚bieni W ciasnej przestrzeni, Szampan si pieni, Muzyka gra. Dwa biusty 郾ie積e Tr si, lubie積e, To zn闚, rozbie積e, Pr篹 si wstecz - P這n oblicza, Idzie maczicza, Zabawa bycza, Baeczna - prosz paa - rzecz! Trz瘰ie si buda, P瘯a ob逝da: C騜 to za uda! Esik a dr篡; Pyta nie鄉iele: Ma toute belle... Rajskie wesele... Quel est votre prix? Spojrzy dziewczyna: Zamo積a mina, Du瘸 造sina I n騜ki w ix ; Bez d逝gich krzyk闚 Dla starych pryk闚 Dziesi耩 ludwik闚 C`est mon prix fixe . Nieg逝pi Esik, Sw鎩 pularesik Zapina gdziesik, Och這n掖 w mig; P豉ci co 篡wo Za ma貫 piwo, Z min z這郵iw Za drzwiami znik. W鈔鏚 nocy ch這dnej Po pla篡 modnej Idzie pogodny, Wolny od burz; Jeszcze dwie gruszki Zjad do poduszki, Wyci庵n掖 n騜ki I chrapie ju!...

Tadeusz Boy-疾le雟ki - Dziadzio

Raz male鎥a Fryderyka Mia豉 dziadzi tabetyka. A 瞠 st徙a do嗆 niezdarnie, Dzieci pusty 鄉iech ogarnie. Przesta - rzecze jej na to staruszek 豉godnie - I ja biega貫m niegdy 篤awo i swobodnie; A 瞠 mi dzi chodzenie idzie jak po grudzie, To dlatego, 瞠m w pracy 篡 ci篹kiej i trudzie . Dobre dzieci, zawstydzone, Posz這 p豉ka a na stron; Odt康 zawsze w czci g喚bokiej Podpira這 starca kroki. Pami皻ajcie, drogie dziadki, Nie 瘸rtowa z ojcam matki, Bo parali post瘼owy Najzacniejsze trafia g這wy.

Tadeusz Boy-疾le雟ki - Dusza poety

Scena estradowa Sala przy熤iona. Scenka o鈍ietlona seledynowym 鈍iat貫m. Na kanapie le篡 poeta i chrapie, odczasu do czasu mu si odbija. Na pod這dze stoi miednica. Akompaniament gra bardzo delikatnie ust瘼 z Karnawa逝 Schumanna pt. Chopin . Z cia豉 poety wychodzi jego dusza w kszta販ie powabnej postaci niewie軼iej, odzianej w pow堯czyste gazy, i tak 瘸li si przed publiczno軼i: Usn掖. Usypia. Jeszcze chwila jedna, A ju polec, na kr鏒ko, niestety! Ulec W przestrze, ja, skazanka biedna, Dusza poety... Ha! Jaka dola! Pot璕 nieznan Na wiek wtr帷ona w to leniwe cielsko, Wi瞛i w nim musz m niepokalan Glori anielsk... Jedno wytchnienie to, gdy sen go zmorzy Lub gdy z opilstwa legnie jak trup blady, A mnie porywa w闚czas wicher bo篡 Hen, w gwiazd miady... Kto nas sprz庵 razem? Po co? W jakim celu? Za czyje winy? Na pokut czyj? Ka膨c 郾i 篡cie jednemu w鈔鏚 wielu, Co tylko 篡j?... Po co i na co t逝c mi si daremnie W tej biednej piersi, ach, nazbyt cz這wieczej, Tchn帷 w ni niepok鎩 tej, co mieszka we mnie, Ogromnej rzeczy?... Za co mi cierpie, jak w godzinie m瘯i, Kt鏎 鄉ie nazwa godzin tworzenia? Plami dotkni璚iem swej kosmatej r瘯i M鎩 鈍iat marzenia... Za co mi patrze, jak pomi璠zy gminem W m鎩 blask si stroi, m bosko軼i puszy, Jak si bezecnym staje kabotynem Swej w豉snej duszy?... A znowu, kiedy na si wzajem patrz, Jak go szale雟two mych skrzyde urzek這, By go przez wzrusze sensacje najrzadsze Gna w zw徠pie piek這; Gdy widz, jak ka潯i wprz璕a srog, Aby si czepi by za kraj mej szaty, 畝l mi n璠zarza, co p豉ci tak drogo Bilet w za鈍iaty... Jam winna temu, 瞠 w odm璚ie grzechu Melodii szuka dla swej biednej pie郾i, Kln帷 los sw鎩, i mej harmonii oddechu Nie uciele郾i... Poeta wydaje d德i瘯 przeci庵造 a podejrzany. Jam winna temu, 瞠 to, co zamar這 W cz這wieczej piersi z odwiecznych zrozumie, Pr鏏uje wskrzesi lej帷 w spiek貫 gard這 砰tni闚ki strumie... Poecie haniebnie si odbija. Ja go w sromotne P璠z lupanary, Rw帷 si ku pi瘯na wiecznego 鈍i徠yni, I patrze musz, na domiar mej kary, Co on tam czyni... Poeta oblizuje si przez sen. I jedno tylko pragnienie tajemne, I jedno tylko przy鈍ieca mi has這: Roz瘸rza tchem mym to p這mi nikczemne, By rychlej zgas這... I czekam, marze ni snuj帷 leciuchn, I pytam z dr瞠niem co chwil, azali Nie przyjdzie moment wreszcie, 瞠 to pr鏂hno Zmiecie parali?.. W闚czas skrzyd豉mi zatrzepoc i nad Ziemskie pado造 zapiej rado軼i, 疾 ju si sko鎍zy 鄉ieszny konkubinat Prochu z wieczno軼i!... Poeta chrapie przeciqgle i przewraca si na drugi bok, wypinaj帷 si ku publiczno軼i gestem mimo woli i niewinnie prowokacyjnym. Tadeusz Boy 疾le雟ki Pisane w r. 1913 http://gim4.bci.net.pl/biblteka/autor059/text0028.html

Tadeusz Boy-疾le雟ki - Dolek

Pyta豉 Femcia Dolka, na co rozum zda si, Dolek milcza; gdy coraz bardziej naprzykrza si, Tak powie: Na to chyba tylko, moje dzieci, Aby nie by zmuszonym szuka go w kobiecie .