RSS
sobota, 25 wrze郾ia 2010
Tadeusz Boy-疾le雟ki - Deszczyk

Mamo, rzek Ja, deszczyk rosi, Poplami kapelusz Zosi, Jak瞠 niepotrzebnie pada! Tu matka dziecku wyk豉da: Za to po deszczu, me dzieci, Drzewko bujniej puszcza kwiecie, Co gdy przyjdzie czas jesieni, W soczysty owoc si zmieni. Owoc za, kiedy dojrzeje, Mama araczkiem zaleje, Doda cytrynki i wina, Par kropel maraskina, Troszk wody (nie za wiele) - I sprawi dzieciom wesele. Ka盥e ze s這mk zasi璠zie, Dopiero to rado嗆 b璠zie! Tak to deszczyk wszystko krzepi: Kwiatek, drzewko ro郾ie lepiej, Bo B鏬 wszystkim m康rze w豉da . O, kiedy tak, to niech pada!

Tadeusz Boy-疾le雟ki - Dedykacja

Sko鎍zy貫m ju ro b鏒ki Te, com mia w 篡ciu grubsze, I mog, czas cho kr鏒ki, Spocz望 na w豉snym kuprze. Miesi璚y pi瘯nych sporo Z jeniuszem 篡貫m g鏎nie, A teraz zn闚 z pokor Powracam mi璠zy durnie. Zn闚, ziemio, tw鎩-em ca造, Zn闚 jestem dawnym Faustem, Gotowym twe specja造 ㄊka pe軟iutkim haustem. Dajcie mi 篡cia czar! W odmiany mej przededniu, Cho felieton闚 z par O 砰ciu nocnym w Wiedniu! Ach, nu mi, nu, s這wiku, Pie填 narkotyczn bytu, Ty, co mi wnet, Esiku, Uro郾iesz w ogrom mitu! Ach, nu mi, Ferdynandzie, Twe sussen Himmelslieder, A oko 透 mi za鎱zie: Die Erde hat mich wieder!

Tadeusz Boy-疾le雟ki - Co m闚ili w ko軼iele u kapucyn闚

Pos逝chajcie, ludkowie, Co wam dziadek opowie: Niech nastawi ka盥y ucha, Bo to m康ra jest psiajucha, Z niejednej flaszki pija. Wiecie wy, chamskie gnaty, Z kiem ja jestem 穎naty? W ko軼iele moja babina Baczy, by ka盥a hrabina Mia豉 do mszy sto貫czek. Przy tej duchownej pieczy S造szy te r騜ne rzeczy, Co tam sobie parle-franse Wyzwirzuj za romanse: Okrutne wszetecze雟twa. W przedostatni niedziel W kapoce雟kim ko軼iele, M闚i豉 mi moja starka, Stra郾a by豉 tam pogwarka O jakimsi baloniku. Rzecze pani nieft鏎a: To Sodoma, Gom鏎a; Niewidziane rzeczy w 鈍iecie, Co oni w tym taburecie - Tfu! nikiej zwyk貫 鈍inie. Schodzom si do piwnice, Zapalone trzy 鈍ice, Drzwi nie wprz鏚zi si otwiera, A fto imi Lucypera Po trzy razy zawo豉. Kompanija weso豉 Ozbira si do go豉, Potem jakie 鈣uczne ta鎍e Wyprawiaj te poha鎍e, Wstyd wym闚i: jakie macice. Sy熥o se tak u篡wa, Cho niejedna ju siwa; Niejedna - boskie skaranie - W odmienionym chodzi stanie, A i tak se folguje. Z harakiem stoi balia, Pije ca豉 kanalia, Od rze嬌iarza do maliarza Ka盥y pysk do balii wra瘸 I bez pami璚i ch貫pce. Be tam m這dy ch這pczyna, Zw go jako... Stasina, Jak nie we幟ie p豉ka, prosi, Ze pi nie fce, ze ma dosy - Przemoc w gard這 lej. Jensza bestia - tak gruba - Stra郾ie spro郾a choroba - Do sy熥iego ten ci pirszy, Wszeteczne im sk豉da wirsze Na to rajskie wesele. W wielkiej on ci tam chwale Gra na klawicymbale, Sy熥ie g這sem mu wt鏎uj - Po brzuchu go przyklepuj - Niby ze pirsza 鈍inia. Jenszy na 豚ie ma k豉ki Jak u jakiej pokraki - Pono jaze jest ze Zmudzi: Co ten g瑿 napaskudzi, To ratuj, Chryste Panie! M闚iom o nim dochtory, Ze na rozum jest chory - Bo do kobit tak si bierze: Zamiast uzy, jak nale篡, Ino gada plugastwa. Jenszy zn闚 to krotofil, Wo豉jom go Teofil; 草速e kud造 se fryzuje, Szpetne figle pokazuje, Baby skrzeczom z rado軼i. 疾 jest ch這p jak si patrzy, Niejedna si zapatrzy -. 118 Potem dziwi si ludziska, Cho nie krewny, zasie z pyska Wykapany Teofil. Jak si syto napij, Do嗆 se g瑿闚 pobij, Potem liga sy熥o spo貫m, Fto na stole, fto pod sto貫m, Gorzej ni郵i 德irz皻a. Tak maj zabaw Te odmie鎍e plugawe, Co si same - Panie 鈍i皻y - Przezywaj dekadenty , Po polsku: takie syny! Tak gadali w niedziele W kapoce雟kim ko軼iele: Nie strzyma貫k ciekawo軼i, Przywlek貫k tu stare ko軼i, Niech si dziadu napatrzy...

Tadeusz Boy-疾le雟ki - Ach! Co za prze郵iczne abecad這!

(Fragment zamierzonego dzie豉) http://gim4.bci.net.pl/biblteka/autor059/text0008.html Barbara si bawi豉 z bernardynem bardzo, Lecz 瞠 tak zabaw zacni ludzie gardz, Teraz ka盥e z osobna winy swoje ma瞠: Bernardyn beczy Bogu, a b瑿en Barbarze.. Certowa si co nocy z Cecyli Celestyn, Z ilu zda ma si sk豉da ich mi這sny festyn; Dzi b陰d sw鎩 poniewczasie pojmowa zaczyna Cesia, ca逝j帷 ch這dne cia這 Celestyna... D逝g dyskusj z durniem dorzeczna Dorota Wiod豉, co jest wa積iejsze, czy mi這嗆, czy cnota: Tymczasem si 軼iemni這: gdy weszli rodzice, w d這niach durnia dostrzegli Dorot dziewic Ekscytowa豉 Edzia eteryczna Emma, I przewrotnej mi這軼i chce pozna dilemma: P鏒y si naprzykrza豉, a wreszcie znudzony Edward ewakuowa Emmy edredony...

Tadeusz Boy-疾le雟ki - (Pytaj mnie si ludzie)

Pytaj mnie si ludzie, Czemu, lenistwem uwiedzion, Usta貫m w mi造m trudzie κchtania polskich 郵edzion; Czemum zaniedba struny Mej ironicznej`` lutni, By zg喚bia dawne runy Lub ziewa coraz to smutniej... 柝e czyni, bracia moi, Lecz zwa盧ie w zamian, prosz, Ze je郵i rzecz tak stoi, Wasza w tym wina po trosze; W iskier krzesaniu 篡wem Materia to rzecz g堯wna; Trudno najt篹szym, krzesiwem Iskry wydoby z substancji mi瘯kiej i podatnej... W tej generalnej klapie Ka盥y niech sobie le篡: Ja, z ksi捫k, na kanapie, Wy, z wdzi瘯iem, w trawce 鈍ie瞠j; A za pociech mo瞠 S逝篡 jednemu z drugim, 疾 nas tymczasem orze HISTORIA swoim p逝giem...

pi徠ek, 24 wrze郾ia 2010
Tadeusz Boy-疾le雟ki - (Dwie s rzeczy mniej smutne ni inne)

Dwie s rzeczy mniej smutne ni inne na tym 鈍iecie przepojonym 透ami: albo rymy dobiera niewinne, lub usteczek dobiera nutami; albo wgryza si z radosnym znojem w my郵i tkank i sok z niej wysysa, albo serce drgajace na swojem s堯w k豉mliwych pieszczot ko造sa.

Tadeusz Boy-疾le雟ki - (A kiedy przyjdzie...)

...A kiedy przyjdzie godzina rozstania, Popatrzmy sobie w oczy d逝go, d逝go I bez jednego s這wa po瞠gnania Id幟y - ja w jedn stron,, a ty w drug. Bo taka nam ju pisana jest dola, 疾 nigdy dla nas Jutro si nie zi軼i, Wiecznie nam w poprzek stanie tajna WOLA, Co tkliwo嗆 mieni w podmuch nienawi軼i. Najmilsza moja! Le, k璠y ci niesie Twych pi鏎ek zwiewno嗆 i krwi m這dej t皻no; Le, k璠y 篡cia pie填 wzdyma i gnie si W rytm闚 tanecznych melodi nami皻n; Le, k璠y Rozkosz wyci庵a ramiona Po smutne serce cz這wieka tu豉cze, Co w jej 鄉iertelnym spazmie dr篡 i kona, I wyje z b鏊u, i ze szcz窷cia p豉cze... Le... ale pomnij: w pogody u鄉iechu, W marze haszyszu i w smutk闚 瘸這bie, I w cn鏒 dystynkcji, i w plugastwie grzechu To wiedz, najmilsza: ja jestem przy tobie. Oczyma na ci patrz skupionemi, Jak na misterium wa積e, gro幡e prawie, I co b康 czynisz, biedna C鏎o Ziemi, Ja, brat tw鎩 starszy, ja ci b這gos豉wi... ...Gdy b璠ziesz cierpie, ja ciebie pociesz, A gdy si zbrukasz, w闚czas wiedz, ty droga: Ja ci wys逝cham i ja ci rozgrzesz, Bo tak w豉dz mam dan od Boga. W twe d這nie wtul twarz od t瘰knot blad, O twe kolana g這w opr biedn, A ty mi bajaj, o Szecherezado, Twych cudnych nocy, ach, tysi帷 i jedn... ...A kiedy przyjdzie godzina spotkania, Mo瞠 w nas pami耩 dawnych chwil poruszy I bez jednego s這wa powitania Popatrzym sobie a w samo dno duszy...

Szymon Szymonowic - Zalotnicy

Przyjdzie-li ten czas kiedy, 瞠 ja swe zabawy B璠 酥iewa? Czyli ju B鏬 tak nie豉skawy Mie mi raczy, 瞠 nigdy przyjaciel nie si璠zie Przy mym boku i dom m鎩 wieczn pustk b璠zie? Mi這軼i nieszcz窷liwa, nigdy pi瘯nej strza趾i We mnie nie utk豉! Po co nosz te piszcza趾i? Po co pie郾i? Po co mi stada te igraj? Szcz窷liwsze stada, bo w盥y uciechy swe maj! Ja nie mam, a ju staro嗆 nad grzbietem si krzywa Zawiesza i co chwila si pierwszych ubywa. Oganiaj cudze proso, twoje ju wypili Dzicy p豉cy; wielki b陰d, kogo wiek omyli. Ale w盥y, pie郾i moje, ze mn zostawajcie Ani mi do samego grobu opuszczajcie. O pie郾i! nigdy na was nie padnie 鄉ier g逝cha, P鏦i wam cny Sieniawski wierzy swego ucha. Zachowajmy si cudzym, gdy swego nie mamy: Nie dziw, 瞠, starzy, m這de lata wspominamy. Wspomniejmy, jakie stroi Licydas zaloty, Jakie Amintas. Mi這嗆 ma swoje k這poty. Licydas do Likory, ta troch patrzy豉 Krzywooko, lecz dobr gospodyni by豉. Amintas do Neery, si豉 by這 za t Posagu, bo si babk che逍i豉 bogat. I cz瘰to nowe chusty sprawowa豉 na si, I w srebrnym na ka盥y dzie chodzywa豉 pasie. Onej trefnie 瘸rtowa, onej w ta鎍u by這 Rej wodzi, onej samej, co 篡wo, s逝篡這. Ledwie si o pu軟ocy do domu wraca豉, Bo, jako jedynaczce, matka folgowa豉. W ten czas by豉 pogna豉 kozy do chr騥ciny, Kozy w chr騥cinie, ona u g瘰tej leszczyny Leg豉 w ch這dzie na trawie i smaczne zasn窸a. Wilczaszku, 瞠 tam nie by, strawka ci min窸a! Tam瞠 p璠zi Amintas na pola przyleg貫, A gdy do kupy zgania owce swe rozbieg貫, Trafi na 酥i帷. Co w nim za my郵 w ten czas by豉, Trudno trafi, atoli 幢e mu nie radzi豉. Kto pragnie przyjaciela, wstydem go nabywa, Cnota nad zakazanie nie chce by skwapliwa. Stan掖 tylko, by wryty, ona twardo spa豉, A wtym trzoda, pas帷 si, blisko nadchadza豉. On do trzody: Owieczki, lekko nast瘼ujcie, 如i tu pi瘯na Neera, spania jej nie psujcie! 如i tu pi瘯na Neera: ani si tryksajcie, I trawk cicho szczypcie, i cicho st徙ajcie. Baranie ty rogaty, abo ci nie minie Maczuga, abo capem jutro ci uczyni! Nazbyte si rozigra. By to d逝go trwa這, Mnie by si raczej teraz rozigra przysta這. Lekko, owieczki moje, lekko nast瘼ujcie, 如i tu pi瘯na Neera, spania jej nie psujcie! 如i tu pi瘯na Neera: przyd, wietrzyku ch這dny, Przyd, wietrzyku, i czy jej sen wdzi璚zny, 豉godny! Pozwalam ci i w這sy obwion望 na czele, Pozwalam - ach, niestety! - ty i w ucho 鄉iele Mo瞠sz poszemra, mo瞠sz i warg ca這wa, A ja, nieborak, musz przyja幡i folgowa. Lekko, owieczki moje, lekko post瘼ujcie, 如i tu pi瘯na Neera, spania jej nie psujcie! Buhaj k璠y zarycza. Niebaczny buhaju! Je郵i mi na z這嗆 czynisz, ro軼ie w tym tu gaju Kija na ci; koniecznie we幟iesz miedzy rogi. Naryczysz si ca造 dzie, teraz nie czy trwogi. Gdyby w me, wola豚ym ja, 瞠by spa przesta豉, Wola豚ym, 瞠by ze mn te kwiateczki rwa豉. Lekko, owieczki moje, lekko post瘼ujcie, 如i tu pi瘯na Neera, spania jej nie psujcie! S這neczko, o s這neczko! Nie zajrzy nam cienia, Pohamuj ma陰 chwil ostrego promienia, Uchyl si za ten ob這k! Blask 酥i帷emu szkodzi, Ja bym zas這ni, ale tkn望 mi si nie godzi. I ty si nie przebiegaj, jaszczurko zielona, Bo ci pr璠ko dosi篹e maczuga toczona. Lekko, owieczki moje, lekko nast瘼ujcie, 如i tu pi瘯na Neera, spania jej nie psujcie! Muchy, bezecne muchy! Si豉 dodziewacie, ζj wam i zajrz wam; wi皻sz wolno嗆 macie Ni磧i ja. Na co si was tak wiele zlecia這? Abo wam mi這 k御a bia貫, mi瘯kie cia這? I ciebie tu, komorku, z豉 鄉ier posadzi豉! Uk御i貫, 瞠 przez sen wargami ruszy豉. Lekko, owieczki moje, lekko nast瘼ujcie, 如i tu pi瘯na Neera, spania jej nie psujcie! 好ie! Jedni ci do 鄉ierci czarnej przyr闚naj, Drudzy mistrzem przysz貫go 篡cia nazywaj, Ja wieszczym, ja prorokiem; dzi mi si przy郾i豉 Neera, 瞠 w ko軼iele ze mn wesp馧 by豉. By豉 matka i babka, i s御iad niema這, Po chwale bo瞠j ju si to w po逝dnie dzia這. Kap豉n sta przy o速arzu, my鄉y te tam stali, Kap豉n m闚i, a my鄉y jego s堯w s逝chali. Wi您a stu陰, wzajemne rozdawa pier軼ienie. Bo瞠, niech si nade mn kona Twe przejrzenie! Lekko, owieczki moje, lekko nast瘼ujcie, 如i tu pi瘯na Neera, spania jej nie psujcie! Na co mi ociec zbioru tak wiele zostawi? Na co dom tak budowny i folwark postawi? Na co si ja o dobre mienie pieczo逝j? Komu spi瘸rnie, komu dostatki gotuj? Tobie, pi瘯na Neero, ty to b璠ziesz mia豉, Ty, jako swego, b璠ziesz ze mn za篡wa豉! 好ie wdzi璚zny, zwiastuj to dzi nadobnej Neerze, A niechaj omylenia nie uznam w tej mierze. Tak Amintas. Zaloty zasi Licydowe, A by to prosty najmit, bywa造 takowe. W ten czas Likorys krowy w dojniku doi豉, Licydas sieczk rzeza. Zawsze mi 篡wi豉, R瘯o moja! Kto Bogu dufa a pracuje, Do ostatniej staro軼i n璠ze nie uczuje! Dzi sieczk rze瞠sz, sieczka nie rz篹 si sama. Likory, przy tej r璚e b璠zie dobrze nama. R瘯o moja, kto Bogu dufa a pracuje, Do ostatniej staro軼i n璠ze nie uczuje! Panem si nikt nie rodzi, si豉 zostawiaj Dzieciom rodzice, si豉 dzieci utr帷aj. Praca skarb napewniejszy; kto si spu軼i na nie, I za 篡wota ma chleb, i po nim zostanie. I ty, Likory, u mnie nie b璠ziesz 瞠bra豉! Nie b璠ziesz, gdy nie b璠ziesz ze mn pr騜nowa豉. R瘯o moja, kto Bogu dufa a pracuje, Do ostatniej staro軼i n璠ze nie uczuje! Widzia貫m ci u ta鎍a i tak mi si zda這, I瞠- tamto igrzysko namniej nie przysta這, Lubo ci w pi瘰y wzi皻o, lub do gonionego. Trudno ci庵n望, kto nie ma umys逝 do czego. Pi瘯niej ci u roboty, w tyj-e przodek mia豉; U roboty mi naprz鏚 do serca przysta豉. R瘯o moja, kto Bogu dufa a pracuje, Do ostatniej staro軼i n璠ze nie uczuje! Pomnisz, kiedy鄉y byli pospo逝 na 積iwie, Pszenic w ten czas 輳to na siedzianej niwie? Zagon tw鎩 by wedla mnie; tak ci tam s逝篡這 Szcz窷cie, 瞠- sierpa w r瘯u ledwie dojrze by這. Jeszcze nam przy酥iewa豉! Przyzna ci si musz, Chc帷 si tobie przeciwi, sili貫m si z dusze I m闚i貫m do siebie: Bo瞠, je郵i zdarzysz, Niech taki zawsze robi wedla mnie towarzysz. R瘯o moja, kto Bogu dufa a pracuje, Do ostatniej staro軼i n璠ze nie uczuje. Widzia貫m, pod k康ziel kiedy siadywa豉, Sama- si do wrzeciona ni z palca puszcza豉, Jedwab nie b璠zie taki. U ciebie i spanie Napozniejsze; u ciebie i nara雟ze wstanie. Tobie czelad nakarmi, tobie poch璠o篡 Wszystko w domu i wszystko na mie軼u po這篡. ζwa zawsze ch璠oga, pomyl naczynie. M闚i貫m: komu ci B鏬 da, z tob nie zginie. R瘯o moja, kto Bogu dufa a pracuje, Do ostatniej staro軼i n璠ze nie uczuje! Je郵i mi przyjacielem, podobno nie zgadn. Gdy chusty polewa豉 onegdy czeladne, By造 tam te i moje, a i w r璚e by造 Przyjaznej, przed inszymi jawnie to 鈍iadczy造. Bia這 mi sobie nosisz, no mi sobie bia這, R闚nemu z r闚nym zawsze na 鈍iecie przysta這. Ch璠ogo, cho ubogo, bodaj si 鈍i璚i造 R璚e twe zakasane, bodaj mymi by造! R瘯o moja, kto Bogu dufa a pracuje, Do ostatniej staro軼i n璠ze nie uczuje! Dworniczko! Ty si teraz przesypiasz w po逝dnie, Likorys krowy doi. Nie barzo to cudnie Spa we dnie gospodyniej. Jeszcze- si nie da豉 Zna czeladka; zna, 瞠 jej ma這 dogl康a豉. Teraz masz wiern, potym nie wiem, jaka b璠zie: Jakoby sama siad豉, gdzie Likorys 郵edzie, I kropla tam nie zginie, i nie zadojone Ciel皻a, i mleka s szkopce nape軟ione. R瘯o moja, kto Bogu dufa a pracuje, Do ostatniej staro軼i n璠ze nie uczuje! Koso, palec to! Czyli kto zaloty stroi Abo si zamy郵iwa, a przy kosie stoi, Pr璠zej w palec zawadzi? O moja Likory, Wiesz ty, jakom cierpliwy i jakom nieskory! R鏏wa ju raczej na si, s逝瘺a nie na wieki. Niech ja twej pewien b璠, ty mojej opieki. R瘯a r瘯 umywa, noga wspiera nogi, Przy wiernym przyjacielu 瘸den nieubogi. Wi璚ej B鏬 ma, ni rozda. Jest nasza u Niego Cz御tka te; nie opuszcza On cz貫ka 瘸dnego. A kto w zakonie Jego prowadzi swe 篡cie, Wszystko si zdarza, wszystko p造nie tam obficie. Dufajmy Mu, a On nam niechaj b這gos豉wi. I kiedy ten dzie b璠zie, gdy nas obu stawi Przed o速arzem? Uspok鎩, prosz, my郵i moje, Wszake i ty cz這wiekiem, uspok鎩 i swoje. Tak 酥iewa, a ju sieczki wielka kupa by豉 I Likorys namy郵nie u kr闚 si bawi豉.

Szymon Szymonowic - 奸ub

Pi瘯nego Sieniawskiego cne Muzy chowa造 I s這dkich zdroj闚 swoich darem napawa造, Ka盥a z osobna drogich przysmak闚 rozlicznych Nie leni帷 si przynosi do jego ust 郵icznych. Takie wi璚 w wonnych 陰kach pczo造 pracowite, Gdy ich robotom przysz造 chwile przyzwoite, Z rozlicznych kwiecia smaki co lepsze zbieraj I pi瘯ny plastr s這dkiego miodu nape軟iaj. Ka盥a w my郵ach swych wielkie nadzieje gotuje, Ka盥a sobie uciechy r騜ne obiecuje: Ta, 瞠 ozdob pie郾i sercow豉dnych b璠zie, Ta, 瞠 wielkich pradziad闚 swych miejsca zasi璠zie I wa積omy郵n rad powiada, i zdroje G豉dkiej wymowy zbierze w m康re s這wa swoje. Niekt鏎e do bu豉wy r瘯 sposabia造 I drzewem, i pai膨 w豉da przyucza造, Strach tatarski i pewne na potym zemszczenie. Takie wi璚 m這dym synom orlica 獞iczenie Daje, gdy ich na skrzydle swym nosi w ob這ki I ukazuje r帷zych pi鏎 polot wysoki. A oni wi璚, skoro si w swe pi鏎a odziali, G瘰te stada 鄴rawi dzikich zaganiali. Tak si on mia swym m這dym ramieniem do zbroi, A wielkich bohatyr闚 krwi wszystko przystoi. Bo kogo na 鈍iat chwila urodzi szcz窷liwa, Ten przed laty i rozum, i bogactwa miwa. Przed laty i do nieba s豉w wylatuje, Przed laty ludzkie serca sobie pozyskuje. Rano si wszystko sypie szcz窷liwym na 這nie, Ani mi造 byt czeka p騧nej siwej skronie. A komu obietnice boskie co zdarzaj, Pierwej, nim on zamy郵i, w dom mu przynaszaj. Co wiekowi ma貫mu i latom dziecinnym Przyzwoitszym igrzysku i my郵om niewinnym, Co mo瞠 by dalszymi p這ty oddzielono, Jako to, co Cyprydzie z這tej powierzono? Czym ona bawi m瘰kie serca ju dojrza貫, I ma鹵e雟twy wystawia domy okaza貫. Atoli Sieniawskiemu pr璠zej ni jagody Wiek osypa, przypad造 tak pi瘯ne pogody, 疾 serce swoje poda do rzeczy statecznych I nie ul瘯 si za篡 ma鹵e雟kich praw wiecznych. Nadobna nimfo! Kr鏊闚 staro篡tnych plemi, Kiedy nam bra豉 prawie gwiazd ruskiej ziemie, Jakich ci winszowania Muzy nie dzia豉造? Jakimi ci pie郾iami w niebo wystawia造? A ty wi璚 m康re ucho do ich m闚 sk豉nia豉 I przy chwale przyjaznych przestr鏬 us逝cha豉. Bo skoro przez przysi璕 i przez 郵uby 鈍i皻e Miedzy wami ma鹵e雟twa wielkie s這wo zj皻e, Wszystkie wesela, wszystkie rado軼i tam by造; Samego Hymenea tam nie dopu軼i造 Ostro積e Muzy, bowiem wychowa鎍a swego Nie 鄉ia造 jeszcze odda z opieku zwyk貫go, Ale sw mocn r瘯 nad nim zatrzyma造, A do ciebie obmow tak zaczyna造: Pi瘯nemu Sieniawskiemu, cna panno, oddana, Tobie teraz nastaje zorza tylko rana; Ale wieczornej gwiazdy czeka ci nie trzeba. Ani si ona jeszcze wam uka瞠 z nieba, Ani dzi, ani jutro, ani ty 篡cz sobie Zrywa owocu, kt鏎y jeszcze nie na dobie. Kwiat tylko widzisz dar闚 tobie obiecanych; Dzi nadzieje, a potym doznasz uciech samych, Kt鏎ym jeszcze i s這鎍a, i pogody wiele Potrzeba, nim ich b璠ziesz mog豉 za篡 鄉iele. Wszystko latom podlega, a jako przesta貫 Niewielk korzy嗆 nios, tak i niedojrza貫. Ani si st康 ucieszy, kto nazbyt leniwie Szed za ch璚i, abo kto nazbyt ukwapliwie. Ani si to zdarzy這 snad samej Wenerze, Chociaj ona jakoby nam璠rsza w tej mierze. Bowiem sw kwapliwo軼i cnego Adonina Utyra豉, kr鏊ewny cynirejskiej syna, Kt鏎emu za onych lat tam, gdzie s這鎍e wstaje, R闚nia nie mia造 鈍ietne asyryjskie kraje. Jakowe na obraziech pi瘯ne Kupidyny Maluj abo inszych g豉dkich bogi syny: Lato ledwie pi皻naste, a przy fraucymerze Nie rozezna go by這, jedno po ubierze. A miedzy rze德i m這dzi sam kr鏊ewic prawy, Kiedy przysz這 pokaza rycerskie zabawy, Przed wszystkimi i konia ochotniej doskoczy, I przystojniej go osie嗆, i g豉dzej nim toczy, I drzewem z這篡 miernie lub te lotne strza造 Z ci璕貫go 逝ku r闚ny pier軼ie ubija造 Lub oszczepem do mie軼a rzuci przychodzi這; Przed wszystkimi mu szcz窷cie pochwa喚 darzy這. Ani na wy軼ig 瘸den r闚na mu r帷zo軼i, Ani w inszych przystojnych igrzyskach dzielno軼i. Osobliwie Minerwa za jedno kochanie Mia豉 go i my, Muzy, przedniejsze staranie Czynie造鄉y o jego 獞iczeniach u熯iwych, Zaprawuj帷 mu serce do cn鏒 鈍i皻obliwych I do pi瘯nej m康ro軼i. Taki wi璚 szczep nowy, Kiedy mu bujna ziemia s逝篡 i wiatr zdrowy, Pilnego ogrodnika r瘯 uszczepiony, Przyodziewa si barzo snadno w list zielony I co rok podrastaniem nieleniwym wstaje, I nadziej u篡tku niepoznego daje. A jako s這鎍e, kiedy sw鎩 w霩 rano toczy, Do 鈍ietnego promienia ludzkie ci庵nie Oczy, Tak si ku niemu wszystkich ludzi zapatrzania Ci庵n窸y i ozdobnych spraw oczekiwania. Snad i niejedna w domiech wielkich urodzona, Skrytym cichej mi這軼i ogniem postrzelona, G瘰te wzdychania na swym sercu powtarza豉 I zamy郵ania swoje Wenerze zleca豉. ζkoma rzecz uroda; ani z這to, ani 安ietnych klejnot闚 promie serce tak urani. Snad to i przyjacio造 ma這 wierne czyni, Bo ka盥y sobie woli; wi璚 te i bogini Cudze modlitwy g逝chym uchem omija豉, A na sw stron miasto nich zami這wa豉. Co j za my郵i, co j za ch璚i miota造? Jako na wielkim morzu rozigrane wa造 Styru nie s逝chaj帷ym okr皻em ciskaj, A w豉dze ani wios豉, ani 瘸gle maj, Tak Wenus w zapalonym sercu si miesza豉. Bo acz wszystko po my郵i mie si nadziewa豉, Ale drobniejsze lata i wiek jeszcze mi瘯i, I czekania dalekie, i zw這ki przez dzi瘯i W徠li造 w niej otuchy i wolne nadzieje, Bo mi這嗆 za jeden dzie dosy osiwieje. Nie tak 郾ieg, gdy mu s這鎍e na wiosn dogrzywa, Pr璠ko taje i w wodny strumie si rozp造wa, Jako ona w szalonym umy郵e taja豉. Na koniec sercu swemu dosy udzia豉豉. Nazwa豉 to ma鹵e雟twem. Czego nie czyni造 Insze nimfy, gdy jej t skwapliwo嗆 gani造? Przynamniej aby by豉 lat tych doczeka豉, Gdyby go prawym m篹em zwa si nie sroma豉, Ale rychlej by drzewa, rychlej twarde ska造 Zdrowej porady, zdrowych nam闚 us逝cha造 Ni磧i mi這嗆! ζcniej by mog hamowane Szalone ko豉 z przykrej g鏎y rozbie瘸ne. Ma Wenus Adonina wszystkiego w swej mocy, A jako dzie si osta nie mo瞠 przy nocy, Jako promienie gin przy z貫j niepogodzie, Jako ryba odmienia smak nie w swojej wodzie, Tak on, wszystkim ucieszny, wszystkim ukochany, Cny kr鏊ewic wzi掖 wielkie w sprawach swych odmiany Pod rz康em nowej paniej. Ju go ani pole Widywa, ani koniem kr捫y w r闚nym kole, Ju i przed prochem, ju i przed s這鎍em si kryje, Ju miedzy r闚n sobie m這dzi si nie wije. Czasem po wirydarzach, po chodnikach schadza, A leda zabawami wiek i 篡wot zdradza. Nacz窷ciej go muzyka i ta鎍e trzymaj Abo 豉godne pie郾i w ucho mu wlewaj Mali Kupidynowie, abo mu b豉znuj, I sen, i rozpieszczone pokoje cukruj. Zewsz康 pi禦a i drogie zalatuj wonie, R騜e nigdy nie schodz z utrafionej skronie, Bankiety ca這nocne, a ch耩 pi瘯nej s豉wy Zagas豉 i rycerskie zgin窸y zabawy. Muzy wygnane, wzmianki 瘸dnej o dzielno軼i, Wszystko poleg這 w mi瘯kich wczasach i gnu郾o軼i. Ludzkie ch璚i odpad造 i serca 篡czliwe, Nast徙i造 ha鎟ienia i mowy dotkliwe; I one pi瘯n kras i oblicze 郵iczne Poszpeci造 rozkoszy zbytne, ustawiczne. Na koniec mi貫 zdrowie i potrzebna si豉 Za zbytkiem przyrodzon w豉dz utraci豉. Przysz造 choroby i wiek uwi璠造 w m這do軼i, A szcz皻u nie zosta這 dawniejszej rze德o軼i. 妃ier potym, mimo kresy 篡ciu zamierzone, Zat逝mi豉 przed czasem cia這 utrapione. Taki wi璚 kwiat na pi瘯nym polu okaza造 Nielito軼iwe grady lub deszcze ula造, A on poleg na ziemi wszystek pochylony, I z barwy, i z ozdoby w豉snej ob逝piony. Jakich tam p豉cz闚, jakich trosk Wenus za篡豉! Jakimi 瘸這軼iami serce swe trapi豉! Co za lamenty la豉, co za narzekania, Co za t逝czenia piersi i r瘯u 豉mania! Ani ubiory, ani szata 瘸dna ca豉, Ani na g這wie kosa w swej mierze zosta豉. Dopiero b喚dy swoje i z陰 rad widzi, Dopiero si kwapliwym umys貫m swym brzydzi. Chcia豉by na wstecz, ale trudno, bo po szkodzie. Snad by 豉cniejsza rzece, kt鏎a morskiej wodzie Bieg sw鎩 zmiesza, nazad si obr鏂i do g這wy, Ni磧i nazad przeskoczy br鏚 Acherontowy. Ju by by豉 i na 鄉ier sama zezwoli豉, Aby by豉 z swym mi造m cho i w grobie 篡豉, Ale jako rodzaj闚 ludzkich 鄉ier nie minie, Tak bogowie s wolni od niej i boginie. Umrze nie mog豉. Wszak瞠 ono z貫 baczenie Aby jej ponosi這 tym mniejsze zel瞠nie, Pu軼i豉 wie軼i, 瞠 jej oblubieniec drogi, Wpadaj帷 nieostro積ie w 這wiech na 德ierz srogi, Z瑿em nielito軼iwym ody鎍a dzikiego Obra穎ny, postrada 篡wota mi貫go. I temu, aby lepsz wiar uczyni豉, 安i皻o s豉wne i obch鏚 wieczny postawi豉, Na kt鏎ym Adenina jej nimfy p豉ka造, A okrutnego wieprza z瑿y przeklina造. Nierozum i przed czasem 幢e o sobie radzi, I po zgubie na w徠造ch otuchach si sadzi; A kto si na ostro積o嗆 przystojn ogl康a, Ten z p這chej chuci rzeczy szkodliwych nie 膨da, Ale abo si swoim baczeniem sprawuje, Abo z cudzych przypadk闚 szcz窷cie swe miarkuje. I ty, cna panno, gorszej nie obieraj strony! Nie mo瞠 zb陰dzi umys dobrze urodzony Ani si na podlejsze rzeczy zapatruje, I owszem, sobie wa積e uciechy gotuje. Jakich ty, da B鏬, zaznasz czas闚 przyzwoitych, Za篡waj帷 i s豉wy, i cn鏒 znakomitych Oblubienica twego, kiedy boje krwawe B璠 mu przynosi造 zwyci瘰twa 豉skawe, Kiedy okryje pola poga雟kimi trupy, A wielki plon po瞠ni i bogate 逝py, Wi篥nie w ty powi您ane, zacnych murz闚 穎ny, Upominek ze wszystkich tobie wydzielony. Wszystkim ten dzie zawita znaczny i szcz窷liwy, Gdy go z wojen poniesie ko pi瘯ny, chodziwy, Miedzy tysi帷mi m這dzi; zmazy jeszcze krwawe Tarcz oka瞠 i znaczn bojow kurzaw. Ty b璠ziesz niewymownych pociech u篡wa豉, S豉wa b璠zie pod same ob這ki buja豉. A je郵i wi璚 potrzeby zajd pokojowe, Z niego Rzeczpospolita we幟ie rady zdrowe. Na nim rzeczy polega i na jego g這wie Zechc wesprze majestat sw鎩 mo積i kr鏊owie. A gdziekolwiek obr鏂i twarz swoje szcz窷liw, Zewsz康 us造szy w niebo modlitw 篡czliw: Aby wiecznie zaznawa szcz窷cia pogodnego, Aby 篡 jako d逝gi kres wieku ludzkiego. A to wi璚 niech dla che逍y nie b璠zie rzeczono: «Bez nas nic nie mo瞠 by w rzeczach tych sprawiono». Si豉 farb rozmaitych obraz potrzebuje, Kt鏎y dopiero w璕lem malarz narysuje, A zaniedbanie wiele pi瘯nych rzeczy roni; Ani 瘸den las takich wychowa jab這ni, Chociaj tam drzewo mno篡 samo przyrodzenie, Jako wi璚 ogrodnicze roztropne szczepienie. Maj皻no嗆 wielka w nikim serca nie obudzi I wiele nikczemnik闚 najdziesz mo積ych ludzi, Kt鏎ych i 篡cie jako jednego n璠znika, I 瞠軼ie r闚ne 鄉ierci md貫go zagrodnika, Kiedy go przy motyce dusza odbie瘸豉, A po nim 瘸dna g這郾a s豉wa nie zosta豉. Ale gdzie rozum 鈍ietn maj皻no軼i w豉dnie, Tam i dzielno嗆, i jasna cnota idzie snadnie, Tam i przewa積ych rzeczy wielkie zaci庵anie, I nie鄉iertelne w u軼iech ludzkich wspominanie. A na co gibk m這do嗆 z razu kto nachyli, Do tego si przez wszystek wiek na potym sili. A kto szczwania nie 鈍iadom, pr騜no z nim na pole; I tamek, m闚i, ostry z m這du zaraz kole, Z m這du soko豉 w bujne 這wy zaprawuj, Z m這du ju鎍om do jarzma karku nad豉muj. Na pocz徠ku nale篡! Kto ten dobrze sprawi, Po這wic wygrawa i na tym wiek trawi Tu Muzy przestawa造, a pann wrodzony Wstyd rumieni i wzrok jej do ziemie wlepiony Nie da si podnie嗆 ani przysz這 jej do mowy; Taki wi璚 stoi 鈍ietny obraz marmurowy, Gdy go pilnego mistrza r瘯a ug豉dzi豉 I ozdob przystojn kszta速nie udarzy豉. Trudno s康zi, co w skrytych my郵ach si tai這, Bo komu z przyjacielem rozstawa si mi這? Lecz posz造 zdrowe rady i tak ukochany On m這dzieniec znowu jest swym Muzom oddany, A ony go unios造 w swoje pi瘯ne kraje. Tobie, cna panno, je郵i t瘰knica zostaje, Niechaj zostanie wesp馧 nadzieja stokrotna, Kt鏎- na potym odda z lichw chwila wrotna.

Szymon Szymonowic - Rocznica

Tyrsis Dzi rocznica przychodzi, jake鄉y schowali W gr鏏 wielkiego Dafnisa i t usypali Nad nim mogi喚; bo ta rydlem nie robiona, Ale ludu wszystkiego r瘯 naniesiona, Kt鏎y szed za pogrzebem. Taki go gmin chowa, Bo 瘸dnego nie by這, co by nie 瘸這wa 妃ierci cnego pasterza. Wielkie zawo豉nie Sprawi這 to i z ka盥ym jego zachowanie. I lubo imi jego idzie pod ob這ki, I s豉wa rozniesiona jako 鈍iat szeroki, Ani on 瘸dnej chwa造 wi皻szej potrzebuje Nad t, jak zostawi, ani naszej czuje 砰czliwo軼i gr鏏 niemy i ozi瑿貫 ko軼i, Duch pewnie odpoczywa w niebieskiej rado軼i: Wszak瞠 nam przynale膨 powinne obchody, Lubo dla 瘸lu, lubo dla naszej och這dy. Inszy insze obrz璠y niechaj odprawuj; Kt鏎zy piszcza趾 i rym uczony mi逝j, Niech si rymem popisz; i ja rymy moje Oddam, o wielki Dafni, na ozdoby twoje. Wielki Dafni! Kiedy ci okrutna 鄉ier bra豉, A Testylis na twoje konanie patrza豉 I sama ledwie zaraz kona nie pocz窸a, Taki 瘸l srogi, tak ran w sercu wzi窸a. Trzykro mdla豉, trzykro j od 鄉ierci wracano, Na koniec i do cia豉 chodzi zabraniano. Wszystkie gaje, wszystkie s wiadome d帳rowy, Jakimi ona lament rozwodzi豉 s這wy, Jakie p豉cze kwili豉; ka盥e miejsce brzmia這 Narzekaniem, a si i niebu dostawa這. Nie p豉cz, Testyli, nie p豉cz! Tobie si nagrodzi Twoja szkoda, tobie si inszy m捫 nagodzi. Nam nigdy taki s御iad! D逝gi wiek przeminie, Nim si uchowa taki pasterz w tej krainie. Gdy ty, Dafni, na marach le瘸, ani gnano Byd豉 na pasz, ani w rzece napawano, Ani wody dobytek w tamte dni kosztowa, Ani si trawy tyka, wszystkich 瘸l zejmowa. Wszyscy 鄉ier twoje czuli, wszyscy ci p豉kali; I nied德iedzie, i wilcy po tobie wzdychali, 安iadkami tego g鏎y i puszcze g喚bokie. Dafnis i Muzom stawi o速arze wysokie, Dafnis bogom kosztowne budowa ko軼io造, Za niego pe軟e gumna, za niego stodo造, Za niego nieomylne by造 urodzaje, By造 i 篡zne lata, i weso貫 kraje. Teraz, k璠y鄉y bujne posiali j璚zmiony, K彗ol brzydki panuje abo owsik p這ny. Prawie nas B鏬 zapomnia! Komu imi mi貫 Dafnisowe, kwiatkami na jego mogi喚 Ciskajcie, cienie czy鎍ie ch這dne nad studniami I nagrobek postawcie, i napis rymami Wyryjcie: Tu Dafnis jest pogrzebion nie篡wy, Pi瘯nego byd豉 pasterz i sam urodziwy Zawie軼ie i piszcza趾 nad grobem. Ju ona Nie b璠zie tak 豉godnym graniem zalecona, Jako gdy na niej grawa Dafnis usty swymi. Dafnis i Boga wielbi rymy nabo積ymi, I wielkich bohatyr闚 s豉wi m篹ne dzieje. Jako 篡wa krynica hojne wody leje, Tak z ust jego p造n窸y pie郾i nie przebrane, Kt鏎e, p鏦i 鈍iat stoi, b璠 nie milczane. Dafni, acz ziemskich zabaw ty ju nie po膨dasz, Je郵i te kiedy z nieba na nas tu pogl康asz, 砰cz nam wiek闚 spokojnych: niech be酥iecznie chodz Stada po polach, niech ich 幢i wilcy nie szkodz. Zna, 瞠 masz piecz o nas: pi瘯nie si odzia造 Drzewa w li軼ie i g鏎y wko這 si ro鄉ia造, Po 陰kach trawa buja, strugi bie膨 篡we, Miedzy byd貫m pas si 豉nie niel瘯liwe. Czasy weso貫 wstaj, a za dary twymi B璠ziemy imi twoje k豉嗆 miedzy 鈍i皻ymi. I stan ku 熯i twojej o速arze 鈍i璚one, I sam ponios czary wina nape軟ione, I b璠 wes馧. Je郵i mr霩 i zimno b璠zie, Dobra dru篡na ze mn przy kominie si璠zie; Je郵i lato, st馧 w cieniu, flasza z winem w wodzie; Zimie przy ogniu, lecie pod lipami w ch這dzie. Dametas i Tityrus b璠 nam 酥iewali, A drudzy ochotniejszy b璠 ta鎍owali. Lub na odpusty p鎩dziem, lubo na kiermasze, Wsz璠zie ci wspomieniemy i potomstwo nasze Z ust ci nigdy nie pu軼i. P鏦i rzeki w morze Pop造n, p鏦i jasne 鈍ita b璠 zorze, P鏦i rodzaje ludzkie ziemia b璠zie mia豉, Zawsze cze嗆, zawsze s豉wa twoja b璠zie trwa豉. 安i耩 si, co 鈍i皻e ko軼i chowasz, cna mogi這! Mnie i dzi, i ka盥y dzie, na ci patrzy mi這.